Bartek wyczuł, że teren nieznacznie, ale konsekwentnie zaczyna się wznosić. Zresztą zaczęli zwalniać.
Wybiła północ, a wujek zajechał na wysypany żwirem parking. Wyszli z samochodu. Jedynym źródłem światła pojedyncza lampa, rzucająca pomarańczowe światło na najbliższe otoczenie. Niczego więcej Bartek nie był wstanie dojrzeć - wszystko było spowite w mroku. Dopiero, kiedy chłopak podniósł nieco głowę dostrzegł rozgwieżdżone niebo.
Przeszedł w cień, aby mógł przyjrzeć się okolicy. Z pewnością znajdował się w jakiejś górskiej dolinie. Parking, na którym zostawili samochód, był końcem drogi. Dalej wiodła już polna, kamienista dróżka. Niedaleko postoju znajdowały się dwa, może trzy domy. Tylko w jednym paliło się światło. I to właśnie w tamtym kierunku podążył wuj Rufus, nakazując Bartkowi, aby pozostał przy jeepie.
- Chodź do nas! - krzyknął Rufus po chwili z progu domu, a jego głos odbił się echem.
W sumie to dwa razy Bartka nie było trzeba zachęcać. Bycie sam na sam, na końcu świata, kiedy dookoła człowieka panuje mrok, z pewnością nie jest niczym miłym. Dlatego chłopak biegiem ruszył w stronę wujka.
Weszli do małego przedpokoju, a stamtąd do kuchni, w której czekał na nich ciepły posiłek. Wujek i Bartek niemalże równocześnie rzucili się na jedzenie. Tyle kilometrów mieli za sobą, aż porządnie zgłodnieli. Szybko przynieśli do domku swoje bagaże. Bartek umył się, przebrał i... zasnął.
Rano obudziły go głosy dochodzące z kuchni.
Rano obudziły go głosy dochodzące z kuchni.
- Ruf! On jest za młody, nie poradzi sobie, nie w tym wieku...
- Adam, ręczę za niego! Jego ojciec powiedział, że to najwyższy czas...
Tyle Bartek dosłyszał, jednak nie mógł już dłużej podsłuchiwać, bo do korytarza weszła gospodyni. Chłopak udał bardzo zaspanego i ziewnął głośno. Razem z panią domu weszli do kuchni, w której wuj i gospodarz niby zaśmiewali się z przeczytanego w gazecie dowcipu.
- O wstał nasz ranny ptaszek! - oznajmił Rufus.
- Masz wuja sadystę. Jest początek wakacji, a ten każe ci wstawać niemalże skoro świt.
Bartek nie dał po sobie niczego poznać - w głowie miał prawdziwą burzę. Wujek czyta w myślach. Jego zdaniem jest już gotowy. Co więcej, tata uważa, że już czas! Ale na co? - tępo wpatrywał się w blat stołu, automatycznie zajadając jajecznicę z grzybami.
- Halo! Bartek! Jesteś tam? - odezwał się wujek, który zaczął machać dłonią przed oczyma chłopaka.
- Zaraz odpowiem na wszystkie twoje pytania - dodał z szelmowskim uśmiechem.
- Ok! - Bartek odepchnął lekko talerz ze śniadaniem - Może w końcu dowiem się o co w tym wszystkim chodzi…
- Nareszcie - dodał pan Adam, wyglądający jakby kamień spadł mu z serca - Marzena, Jacek! Możecie już wejść.
Tego Bartek się nie spodziewał. Mama i tata tutaj?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz