poniedziałek, 6 czerwca 2016

Przypadki Bartka Przypadka cz. 2.

Deszcz bardzo mocno padał, wiatr poprzewracał nawet kosze na śmieci. Raz po raz niebo przecinały błyskawice, a grzmoty długo dźwięczały w uszach. Z każdą chwilą robiło się jakby ciemniej.

Bartek spojrzał przez małe okienko przy drzwiach. Chłopak ujrzał mężczyznę, który pukał do domu sąsiadów znajdującego się naprzeciw. Jegomość był ubrany cały na czarno. W sumie tylko tyle dało się zobaczyć, gdyż aura niespecjalnie sprzyjała obserwacjom.

Jegomość kilka razy stukał w drzwi, naciskał również dzwonek. Bartek przypomniał sobie, że przecież jego tata, kiedy z mamą wyjeżdżali do sklepu, pozdrawiał sąsiadów, pakujących samochód. Po chwili odjechali w kierunku centrum miasta. Chłopak nie pamiętał, żeby przed ulewą ktoś wracał...



Mężczyzna nie dawał za wygraną - teraz podchodził do kolejnych okien i sprawdzał, czy aby na pewno kogoś nie ma w środku. Nagle do uszu Bartka doszedł dźwięk rozbijanej szyby.

To jest włamywacz - pomyślał młody Przypadek i głośno przełknął ślinę. Był naprawdę przerażony!

Kiedy tak stał przy małym okienku, mężczyzna wyprostował się i zdało się, że nasłuchuje. Wtem odwrócił się i spojrzał wprost na dom Bartka. Nie mógł zobaczyć chłopca,, gdyż po pierwsze szyba w oknie była lustrem weneckim, a po drugie wisiała w nim na wpół prześwitująca zasłonka.

Bartek postanowił natychmiast zawiadomić policję. Podbiegł do telefonu. W tym też momencie, najwyraźniej gdzieś bardzo blisko, uderzył piorun. Zgasło światło, a w telefonie nie było sygnału. Po plecach chłopaka przeszedł dreszcz... Żeby tego było mało, ktoś właśnie wchodził po drewnianych schodach, prowadzących na małą werandę przed wejściem. Bartek miał serce w gardle.

Puk, puk, puk -  rozległ się głuchy dźwięk. I cisza... Puk, puk, puk - ponownie ktoś zastukał w drzwi. Ponownie cisza...

I wtedy stało się coś niesamowitego. Chłopak, wyraźnie drżąc, zobaczył, jak klamka powoli, bardzo wolno, powolutku opada w dół. Wtedy też Bartek zorientował się, że drzwi nie są zamknięte.

Ktoś, kto stał za nimi, próbował je otworzyć ciągnąc w swoją stroną. Te jednak otwierały się do środka. Klamka wróciła do swojej pierwotnej pozycji. Nie na długo... Znowu, bardzo wolno ktoś na nią naciskał. Tym razem już się nie pomylił i pchnął drzwi w odpowiednią stronę, otwierając je ostrożnie.

Do przedpokoju wpadł wiatr i kilka liści. Bartek zdążył tylko ukryć się we wnęce, w której domownicy zwyczajowo trzymali kurtki, płaszcze oraz parasole. Spomiędzy nich dojrzał wysokiego (miał chyba ze dwa metry wzrostu), postawnego mężczyznę, tego samego, który dobijał się do sąsiadów. Chłopak był bardzo, ale to bardzo przerażony...

... cdn...

1 komentarz:

  1. Kiedy trzecia część?
    Już się doczekać nie mogę :)
    Mam nadzieję, że będzie tak "fajna" jak cz.1 i cz.2 :D
    Pozdrawiam, Kuba ( Pan wie który :D )

    OdpowiedzUsuń

Pierwsze koty... przez płoty - Przypadki Bartka Przypadka, cz. 8

Rozmowa zakończyła się jeszcze przed południem. Bartek nie czuł się oszukany, okłamany... W sumie sam nie wiedział, co ma myśleć o zaistniał...