- Właśnie wróciłem z Australii. Tak się złożyło, że miałem w okolicy coś do załatwienia i postanowiłem, że zrobię wam niespodziankę - mówił wujek popijając kawę. - Tylko komórka mi padła i nie miałem jak zadzwonić. W dodatku ta burza...
- Tak, ta burza... - powtórzył za nim Bartek, który wpatrywał się w jeden punkt, siedząc na sofie i pijąc herbatkę miętową.
Chłopak siedział na sofie, nogi miał podkulone, a w ręku trzymał kubek ożywczego naparu, mającego za zadanie postawienie go na nogi. Z uwagą przysłuchiwał się rozmowie rodziców i tajemniczego wujka.
- Bartku, wszystko w porządku? - zapytała mama. - Nie wyglądasz najlepiej...
Rzeczywiście chłopak jeszcze nie czuł się dobrze. Z pewnością lepiej niż godzinę temu, ale nie był w stanie, który mógłby określić jako zadowalający. Kiedy okazało się, iż tajemniczy mężczyzna jest jego wujkiem, Bartek stracił przytomność. Po prostu zemdlał. Początkowo wszyscy trochę się przestraszyli, lecz teraz dla nich był to już jedynie śmieszny epizod. Młody Przypadek czuł jednak w sobie strach, jaki towarzyszył mu w kluczowym momencie.
- I naprawdę nie pamiętasz wujka Rudolfa? - z niedowierzaniem dopytywał ojciec. - Przecież tyle razy się widywaliście. - powtarzał to kilka razy z widocznym niedowierzaniem.
Sam zresztą pomyślał w pierwszym momencie, iż Rudolf nie mógł znać chłopaka. Tak wiele lat temu widzieli się ostatni raz.
- Przykro mi, ale niestety nie pamiętam... - z prawdziwym smutkiem oznajmiał za każdym razem Bartek.
I rzeczywiście było mu przykro, gdyż wuj z minuty na minutę okazywał się całkiem interesującą postacią. Z tego, co dowiedział się z rozmowy, Rudolf był naukowcem-podróżnikiem, w dodatku dość ekscentrycznym. Praktycznie cały czas był w rozjazdach, prowadząc swoje badania. Właśnie wrócił z bardzo ważnej ekspedycji, jaką odbył do głębi Puszczy Amazońskiej. Szukał tam jakiegoś dziwnego przedmiotu, którego nazwy Bartek nie zapamiętał. A wrócił do Polski, ponieważ owe coś ma znajdować się w... polskich górach.
- A... Bym zapomniał... - wtrącił szybko. - Z sąsiadem z naprzeciwka lubicie się?
- Tak, raczej tak... - tata-Przypadek był wyraźnie zaskoczony tym pytaniem. - A dlaczego właściwie pytasz?
- Wiesz... - Rudolf poczerwieniał na twarzy - Pomyliłem sobie domy. Dzwoniłem do drzwi, ale nikt nie otwierałem i chciałem zapukać w okno... Chyba nieco za mocno... - teraz już był czerwony niczym burak - ... i ją rozbiłem! - płonął ze wstydu.
Jak się okazało, wujek Rudolf słynął ze swojej siły, nad którą nie zawsze panował.
Było grubo po dwudziestej, kiedy Przypadkowie oraz nowy-stary wuj zasiedli do kolacji. Mama-Przypadek przygotowała na prędce pyszną, jak zwykle zresztą, zapiekankę. Z racji tego, że tym razem do stołu zasiadło trzech mężczyzn, którzy w dodatku byli bardzo głodni, porcje musiały być słuszne.
- Bartku, a masz jakieś plany na wakacje? - ni stąd, ni zowąd spytał wujek Rudolf.
Wszak właśnie rozpoczęły się wakacje. Dość traumatycznie dla Bartka, ale rzeczywiście... są wakacje.
- Niestety, w tym roku musimy zadowolić się tylko wyjazdem do ciotki Hildzi. - wyraźnie speszony odpowiedział tata-Przypadek. - Takie czasy... - dodał i przełknął spory kawałek zapiekanki.
- Ej... Przecież my spędzaliśmy u ciotki całe dwa miesiące i jakoś nie narzekaliśmy. - oznajmił z dumą Rudolf. - Ciotka Hildzia jest cudowną kobietą!
- Tego z pewnością nie można jej odmówić. - dodała ze szczerą radością mama-Przypadek.
- Zatem na pewno się tam spotkamy. Mam nadzieję, że mnie przyjmie i będę mógł u niej trochę pomieszkać. Jednak wróćmy do meritum sprawy... Bartku! - ponownie zwrócił się do chłopca. - Czy masz jakieś plany na wakacje?
- Eee... Nie. To znaczy oprócz wyjazdu do ciotki Hildzi. - trochę zawstydzony odpowiedział.
- W takim razie, jeśli tylko rodzice na to pozwolą - tu puścił oko do wymienionych - chciałbym, abyś towarzyszył mi w mojej podróży. Muszę odnaleźć... - tu ściszył głos, aby nikt, poza Przypadkami, go nie usłyszał. Będzie to wiązało się z niemałym niebezpieczeństwem... - tu ponownie zaczął szeptać. - Myślę, że może nam grozić... - ponownie mówił ciszej niż zwykle.
Oczy Bartka z każdym słowem ożywiały się. Już nie bał się wujka, a perspektywa tak spędzonych wakacji napawała go tylko optymizmem.
- Pod koniec sierpnia, kiedy zaczniecie urlopy, pojawimy się u ciotki Hildzi. - wuj Rudolf wyciągnął się do tyłu dumny.
I wtedy krzesło, na którym siedział, pękło...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pierwsze koty... przez płoty - Przypadki Bartka Przypadka, cz. 8
Rozmowa zakończyła się jeszcze przed południem. Bartek nie czuł się oszukany, okłamany... W sumie sam nie wiedział, co ma myśleć o zaistniał...
-
Tajemniczy mężczyzna spojrzał w lewo, następnie skierował swoją głowę w prawo. Bartek mógł teraz przyjrzeć się mu bardzo dokładnie. Gość ubr...
-
Było ciepłe popołudnie. Można rzec, że nawet upalne i duszne. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że burza jest nieunikniona. Ro...
Opowiadanie "Przypadki Bartka Przypadka" bardzo mi się spodobało, szczególnie, że wuj Rudolf zaproponował Bartku nieznaną wycieczkę... Wciąż nie mogę doczekać się kolejnej treści!
OdpowiedzUsuńJak kładę się do łóżka to niech Pan zgadnie co robię ;]. Myślę nad 5 ostatnią częścią (chyba) opowiadania ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Kto powiedział, że 5. część będzie ostatnią ;-) ???
OdpowiedzUsuń