piątek, 8 lipca 2016

Wiara we własne siły - Przypadki Bartka Przypadka, cz. 7.

- Co wy tu robicie? I jak się tu dostaliście?

Bartek miał mnóstwo pytań, a jedno goniło drugie. W głowie natomiast burza myśli, która wytworzyła się jeszcze kilka minut wcześniej, powoli przeradzała się w tajfun, mający za chwilę osiągnąć poziom huraganu.

- Przeszliśmy portalem - odpowiedziała spokojnie Mama, usiadłszy obok syna przy stole. - Olgo, bardzo proszę o kawę. Tę twoją, jaką tylko ty potrafisz zrobić - powiedziała do gospodyni.

Czyli Mama zna tę panią, Tata pewnie również. - myśli wirowały w głowie chłopaka z coraz większą prędkością.

- Ja również poproszę - odezwał się Tata i zajął miejsce po prawej stronie żony.

- Zatem kawa dla wszystkich. A co dla ciebie młodzieńcze? - zapytała pani Olga.

- Pepsi, chcę pepsi - odpowiedział Bartek. - Albo nie! Też chcę kawy. Skoro wszyscy to wszyscy, a coś czuję, że to będzie długa rozmowa, w czasie której wiele się dowiem - dodał i opadł na krzesło, ciężko wzdychając. - Zaraz, zaraz... Co powiedziałaś Mamo? Portalem...

***
Bartek zajadał się kruchymi ciastkami, które na stole położyła pani Olga. Raz po raz kawałek smakołyku wypadł mu z ust, słysząc to, co opowiadali mu rodzice, wuj oraz państwo gospodarze. Nie mieściło mu się to w głowie. Niemniej historia była tak nieprawdopodobna, że pewnie mógłby ją uznać za prawdziwą.

- Synu! - zaczął Tata. - W naszej rodzinie, od kilku ładnych pokoleń, objawia się pewien dar... W sumie można to nazwać darem, aczkolwiek to nie jest nic wyjątkowego. Jest to dość powszechna umiejętność, którą posiada w sumie każdy człowiek na świecie. A mianowicie potrafimy czarować... - tu zawiesił głos, ponieważ Bartek prawie zakrztusił się kawałkiem ciastka.

- Tak, jak powiedział twój tata, a mąż mojej kuzynki... - ciągnął wuj Rufus. - Bo wiesz, ja i mama jesteśmy spokrewnieni. Nasze babcie były siostrami, a ich siostrą była, w sumie to dalej jest, ciocia Lilianna. Jako jedyna z trojaczków nie miała dzieci.

- Ciotka Lilka miała siostry bliźniaczki, tzn. trojaczki? - zapytał Bartek.

- Tak, ciocia Lilianna oraz nasze babcie, a twoje prababcie, były siostrami-trojaczkami - odpowiedział tata Jacek. - Możesz kontynuować Ruf.

- Ad rem. Potrafimy zatem czarować, czyli używać czegoś, co nazywa się powszechnie magią. Wiesz... Ten świat jest naprawdę dziwny. Wszyscy trąbią o magii, o niezwykłych mocach, ale tak naprawdę mało kto to potrafi. A nie potrafią, nie dlatego, że nie mogą, ale dlatego, że nie chcą...

- Jak to nie chcą? - Bartek był naprawdę zdziwiony.

- Po prostu, nie chcą - odpowiedziała Mama. - Jak powiedział Ruf, niemalże każdy człowiek na świecie posiada tę zdolność. Problemem jest wiara...

- I to nie wiara w samą magię, co w siebie samego - po raz pierwszy odezwał się pan Olaf, gospodarz. - Ludzie nie wierzą we własne siły, w to, że potrafią zmieniać rzeczywistość, kreować ją, konstytuować...

- A ty znowu z tymi trudnymi słowami - oburzyła się pani Olga.

- Przecież wiesz, jak ja je lubię - z wdzięcznym, serdecznym uśmiechem odpowiedział pan Olaf.

- Czyli mówicie, że potrafię czarować? - Bartek powoli dobierał słowa, każde z nich dokładnie analizując.

- Tak - odpowiedzieli pozostali zgodnie.

- I pewnie czeka mnie teraz wiele nauki oraz ćwiczeń?

- Tak!

- I to nie jest żaden wkręt, kawał, dowcip, żart? - kolejne pytanie chłopak zadał już pewniej.

- Nie, nie jest - ponownie dorośli, bardzo zgodnie, odpowiedzieli.

- No dobra, jest! Dałeś się nabrać... - odpowiedział wujek Rufus, pstryknął palcami, a dzbanek z kawą uniósł się i dolał wszystkim jeszcze odrobinę kawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pierwsze koty... przez płoty - Przypadki Bartka Przypadka, cz. 8

Rozmowa zakończyła się jeszcze przed południem. Bartek nie czuł się oszukany, okłamany... W sumie sam nie wiedział, co ma myśleć o zaistniał...